Młody wrocławianin, 16-letni Tomasz Turkowski jest najbardziej obiecującym zawodnikiem w sportowej rywalizacji w ujeżdżeniu. Niedawno został mistrzem Polski juniorów. W kraju jest coraz więcej ośrodków specjalizujących się w tej dyscyplinie.
Zawodnicy nie odżegnują się od kowbojskich tradycji. Wprost przeciwnie - w zawodach są zobowiązani do występu w tradycyjnym kapeluszu, koszuli kowbojskiej, w westernowych butach i innych akcesoriach, jak małe siodło z hornem (rożkiem do zaplątania lassa) czy w skórzanych, żółtych rękawiczkach. Regulamin jest nieubłagalny i koszula musi byc z długimi rękawami, pozapinana na wszystkie guziki.
Jednak jeźdźcy nie ukrywają, że ten sport z życiem kowbojskim i filmami o Dzikim Zachodzie ma niewiele wspólnego. To konkurencja jeździecka, która w Polsce jest jeszcze może mniej znana, lecz na świecie bardzo popularna. I to nie tylko w Usa, Kanadzie czy Australii, ale również i w krajach Europy Zachodniej. Przede wszytkim dlatego, że jest bardzo dynamiczna i widowiskowa.
- Widzowie podczas zawodów świetnie się bawią. Atmosfera jest gorąca, ludzie krzyczą, gwiżdżą, dopingują - podkreśla Tomek Turkowski.
Pogadać z koniem
Praca z koniem to pasjonujące zajęcie. Jazda western tym różni się od tradycyjnego ujeżdżania, że jest bardziej żywiołowa, ale też oparta na innej zasadzie. Jeździec nie kontroluje zwierzęcia ściągając go za uzdę, nie pracuje się rękoma czy batem, lecz ruchami nóg.
- W westernie to wyszkolenie konia jest sztuką., a nie samo zaprezenowanie się w zawodach. Sposoby są różne - dużo się do konia mówi. Trzeba tak go wyszkolić, by po jednym sygnale wiedział, co ma zrobić - opowiada Tomasz Turkowski.
Konie westernowe to specjalna rasa (american quater horse). Zawodowi jeźdźcy często je zmieniją, praktycznie co sezon.
- Jedyną wadą tego sportu jest to, że jest on drogi. Kosztuje samo utrzymanie konia, ale też dojazd na zawody, opłata wysokiego wpisowego. Dlatego potrzebni są sponsorzy - mówi Tomasz Turkowski. Gdy jednak odnosi się sukcesy, hodowce chętnie użyczają koni, by potem na utytułowanych czworonogach robić interes. Dzięki sukesom Tomek ma teraz do dyspozycji trzy rumaki: pierwszego kuca Dżochara kupili mu rodzice, a dwa następne (Jacks Smart Comand oraz Smile Man Go) użyczono mu już jako utalentowanemu zawodnikowi, choć sportową jazdą western zajmuje się od niedawna. Od początku imponował predyspozycjami, był jakby w siodle urodzony, co fachowcy dostrzegli bardzo szybko.
- Konno zacząłem jeździć przed szcześciu laty na letnich obozach, a western uprawiam dopiero od dwóch lat. Najpierw to były treningi dwa razy w tygodniu, ale szybko zmieniły się w codzienne wizyty na Partynicach, gdzie są moje konie. Poświęcam im po kilka godizn, nie mam czasu na nic więcej - opowiada Tomasz Turkowski, mistrz Polski juniorów w jeździe western. Dla koni porzucił inną swą sportową pasję - boks.
Wielka nadzieja
Tomek Turkowski ma 16 lat, uczy się w I klasie prywatnego LO Ekola we Wrocławiu. Reprezentuje klub Western City Karpacz, a jego trenerem jest Jerzy Pokój. Na codzień trenuje na wrocławskich Partynicach. W październikowych mistrzostwach Polski wygrał w konkurencji "pole banding", a w rywalizacji "reining" był trzeci. Startuje na trzech koniach: Jacs Smart Commond, Smile Man Go i Dżochar.
Konno na Olimpiadę
Istniejąca od 5 lat Polska Liga Western i Rodeo podpisała w tym roku porozumienie z Polskim Związkiem Jeździeckim, który zaakceptował westernowe konkurencje. A jest ich aż 18- dzielą się na trzy podstawowe grupy: ujeżdzanie, konkurencje szybkościowe i te z udziałem bydła (mogą je uprawiać zawodnicy od 18 roku życia). Reining to najbardziej elitarna konkurencja westernu sportowego. Już w 2012 roku może się znaleźć w programie Igrzysk Olimpijskich w Londynie.